Newsletter

Nadchodzące wydarzenia

No Calendar Events Found or Calendar not set to Public.

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
media/k2/items/cache/ccbca3752adf58a776d876d7a7de9edc_S.jpg
D.e.k.o - Czyli Andrzej „Deko" Junkiert to raper, wokalista, producent muzyczny. Twórca ...

D.e.k.o

Published:05 Sie 2014
1831 hits
media/k2/items/cache/6a3568ec75354456ab1e6b6fc1540ba0_S.jpg
A więc jest, "Opowieści dziwnej treści" Kartmana wjechały. Posłuchajcie,oceńcie, napiszcie opinię, ...

Kartman - Opowieści dziwnej treści (PREMIERA)

Published:01 Sie 2014
2925 hits
media/k2/items/cache/bc61c35998920c79a57e03ad91265e8b_S.jpg
W Szczecinie mamy pewnego zawodnika, który idzie trochę inną ścieżką rapu.Czy jego debiutancka LP ...

Kartman - Premiera płyty już 1.08!

Published:31 Lip 2014
2844 hits
media/k2/items/cache/64f7b8990be2d94add5152c155ac4915_S.jpg
Sprawdźcie fotorelację z SZN HIP HOP JAMu organizowanego przez ekipę The Truekings! LINK DO ...

FOTORELACJA The Truekings "Till I Die" SZN HIP HOP JAM

Published:01 Lip 2014
3675 hits
media/k2/items/cache/73c564de315ae81db9aaa50a11f02581_S.jpg
Zapraszamy do sprawdzenia trzeciej części kawałka Styl Nad Style, która zapowiada nadchodzący album ...

Tony Jazzu ft. Sobota - Styl Nad Style 3 (MP3)

Published:18 Cze 2014
3160 hits
media/k2/items/cache/391d45802a606be64095bd7b66c67316_S.jpg
Magazyn VAIB - 04(08) / Maj 2014Wersja online: http://bit.ly/vaib-majWersje PDF: ...

Ósme wydanie magazynu VAIB!

Published:02 Cze 2014
3361 hits
media/k2/items/cache/dca6745fdbb9da5b038270324f6ced2f_S.jpg
Kliknij na artystę, aby obejrzeć fotorelacjęSOBOTA VNM Ten Typ Mes ...

FOTORELACJA Juwenalia 2014

Published:30 Maj 2014
3154 hits

Sprawdźcie fotorelację z SZN HIP HOP JAMu organizowanego przez ekipę The Truekings!

LINK DO FOTORELACJI

Czytaj dalej...

Sobotni koncert w klubie Pierwsze Miejsce od samych zapowiedzi wzbudził moje zainteresowanie, ze względu na to co moim zdaniem łączy wszystkich artystów, którzy mieli wystąpić. Na pierwszy rzut oka, jedyne co kogoś tu łączy to miasto Radom łączące KęKę i Kotziego, a jednak według mnie jest coś co jest wspólne dla wszystkich artystów, którzy wystąpili na scenie tego dnia - zdobyli oni dużą popularność i szacunek dzięki swojej ciężkiej pracy, nie mając wsparcia speców od marketingu wielkich wytwórni.

Najpierw napiszę o tych, którzy wyszli na scenę rozpoczynając imprezę - Xeros i Dahu, wspierani przez DJa Punchline'a.
Dwaj reprezentanci ekipy 46 panczlajnów są już dobrze rozpoznawani przez szczecińską publiczność nie tylko dzięki występom przed głównymi gwiazdami, ale także dzięki organizacji bitew freestylowych. Ich występ tego wieczora zebrał całkiem dużą publikę pod sceną, mimo iż grali jako pierwsi. Chłopaki zagrali 5-6 numerów, w których do refrenów z chęcią włączali się ludzie pod sceną. Moją uwagę zwrócił bardzo dobry kontakt Xerosa z publiką, która żywo reagowała i odpowiadała na okrzyki ze sceny. Występ zakończyli wejściami freestylowymi, co było dobrym urozmaiceniem ich koncertu.

Po nich na scenie pojawili się: Bartas, Kari, oraz Engel. Zaczęli swój występ mocnym pierdolnięciem (bo chyba inaczej tego nazwać się nie da), w postaci numeru Szczecin żyje (http://www.youtube.com/watch?v=1ZG7pIm8Hf4), który bardzo dobrze niósł się po sali i dawał mega energię. Numer w wykonaniu scenicznym brzmiał mega dobrze dzięki dobrej współpracy trzech raperów na scenie, którzy podbijali swoje zwrotki nawzajem, oraz soczystemu refrenowi. Następnie zagrali kilka swoich solowych kawałków. Reprezentanci bezkompromisowego ulicznego rapu dali z siebie wszystko na scenie. I tak jak każdy ma prawo lubić, nie lubić tego nurtu rapu, to nikt nie odmówi tym chłopakom lokalnego patriotyzmu i starań aby szczecińskie podziemie rosło w siłę.

Następnymi, którzy mieli wystąpić na scenie byli RDI i Orzeu znani jako Projekt Nasłuch, jednak na scenę wyszedł Kotzi. Reprezentant Radomia jest także hypemanem KęKiego, a dwugodzinne ciągłe show zajechałoby chyba każdego, więc dzięki tej roszadzie, Kotzi mógł odpocząć w trakcie występu Projektu Nasłuch, aby później w pełni sił podbijać KęKę.
Wracając do występu członka min. ekipy Banda Unikat, wyszedł on na scenę z LuckyLoopem, producentem całej jego płyty, znanego Wam także z wielu podkładów dla m.in. KęKę. Zatrzymując się na chwilę tutaj przy wydawnictwie - moim zdaniem, jego bity wprowadziły na "Rapdomie" niesamowity klimat, który w połączeniu z tekstami Kotziego, stworzyły niemalże idealną koncept-płytę. Ucinając zbędne dyskusję na ten temat, ciężko nawet porównywać ją z innymi pozycjami na rynku, ze względu właśnie na wartość koncepcyjną tego albumu. Na płycie w jednym z numerów można znaleźć nawiążanie do Szczecina: Kotzi w tekście wspomina, różne miejsca naszego miasta, które zna. Wracając wreszcie do koncertu, bo o tym przecież traktuje ten zbiór myśli, Kotzi wspierany na scenie przez LuckyLoopa, oraz Dja Mono za gramofonami, zagrał bardzo solidnie. Publika bardzo żywo reagowała "hałaseeeeem" między numerami. Nie było w występie Kotziego miejsca na typowe bangery, co mogło niektórych rozczarować, jednak dzięki temu, że grał tylko numery ze swojej płyty, jego występ można określić mianem bardzo spójnego. Myślę, że wielu słuchaczy, którzy byli na koncercie, a nie znali wcześniej jego twórczości, z chęcią sięgnie po jego płytę, a także poszuka innych jego numerów. Ze świeżynek, polecam Wam sprawdzić EPkę jego składu BoKoTy (http://www.youtube.com/watch?v=dj0S5xKRLyw), który tworzy razem z Borem, oraz producentem - Tytuzem (którego również możecie kojarzyć z bitów dla KęKę). Apropo's Kę, może nie wszyscy z Was wiedzą, że Kotzi i wyżej wspomniany nagrywali tracki jako Boa's, które również możecie sprawdzić na YouTubie. Po cichu liczę, że Ci dwaj panowie, teraz jak już są po wydaniu swoich solowych płyt, wydadzą wkońcu coś spod szyldu Boa's.

Wracamy do Pierwszego Miejsca. Po występie Kotziego nastąpiła przerwa, bo DJe musieli poprzełączać sprzęt, a więc na scenie pojawił się Matek, co było zapowiedzią, że zaraz usłyszymy Projekt Nasłuch. Pod sceną ciśnienie rosło, a gdy RDI i Orzeu pojawili się na scenie ku zdziwieniu publiki, kurtyna opadła. Po mocnym bicie puszczonym przez Matka, i wielu sprawdzeniach publiki i jej energii, kurtyna podniosła się i zaczęli. A zaczęli nie byle jak - numerem "Jesteśmy, zrobiliśmy, trzymajcie!". Raperzy zagrali najbardziej lubiane i znane numery, co przyjęło się z wielkim aplauzem publiki. Mogli oni liczyć na słuchaczy, dopowiadanie tekstów, oraz chóralne refreny. Projekt Nasłuch już przyzwyczaił nas do wysokiego standardu: bardzo dobry kontakt z publiką, współpraca ze sobą obu raperów, a także z Matkiem. Występ zakończyli numerem "Music make my life", którego refrenu nikt nie chciał przestać rapować razem z wykonawcami... Projekt Nasłuch jest przykładem na moją teorię - są oni szanowanymi, rozpoznawalnymi, słuchanymi raperami, praktycznie tylko dzięki swojej własnej pracy. Nie stoi za nimi i ich promocją żadna wielka wytwórnia (płyta została wydana przez HipHopHeadz). Na swoją rozpoznawalność już nie tylko w mieście, ale także w kraju pracowali latami.

KęKę. Sam o sobie mówi "Radomski typ zwyczajny", ale czy taki zwyczajny? Patrząc po frekwencji i odbiorze jego koncertu, to jest coś szczególnego w tej zwyczajności. Znając jego twórczość, "nie od tej jesieni, tylko od chuj wie kiedy", ten wydany niedawno legal, jest naturalnym następstwem jego rosnącej popularności. Potrzeba było na polskiej scenie rapera, który nie wprowadza sztucznego patosu, potrafi mówić w kawałkach o wielu codziennych kwestiach, tak jak większość z nas rozmawia ze znajomymi. Nie boi się wyrażać swoich poglądów, a przy okazji popiera je konkretnymi przykładami. Za gramofonami na koncercie stanął DJ Vazee, który nieraz dawał pokaz swoich turntablistycznych skillsów. Jestem pod wielkim wrażeniem tego młodego DJa. Często na koncertach brakuje mi właśnie, choćby między utworami, półminutowych pokazów technik scratchu, bardziej złożonych niż baby scratch.Hypemanem KęKiego, jest już wcześniej opisywany Kotzi. Widać, że dobrze się znają i grają razem od lat. Świetnie dogadują się na scenie. Tak jak się spodziewałem, podczas wykonywania "Woogie boogie" oraz "Nie wiedziałaś" publika znała na pamięć prawie całe teksty. KęKę zagrał większość numerów z płyty i jak było widać po słuchaczach, nie raz już przesłuchali ten krążek. Na sam koniec KęKę poleciał jeszcze acapella zwrotkę z wspólnego numeru Młodych Wilków, kończąć sławnym już wersem "Tyle w życiu zarobiłem, gdzie to hurwa poszło?!", co wybrzmiało bardzo mocno za sprawą wielu gardeł w klubie. Podsumowując, ciężko znaleźć mi jakieś minusy tego występu. No może jedyne na co czekałem i się nie doczekałem, to któregoś z numerów Boa's...
Wracając do teorii - jasne, wytwórnia Prosto, oraz akcja Młode Wilki, znacząco wpłynęła na jego popularność, ale z tego co wiem, to gdy grał koncerty przed wydaniem płyty, to już na jego koncertach była duża frekwencja i ku jego zdziwieniu, teksty jego luźnych tracków wrzucanych na YouTube'a były znane na pamięć przez publikę. Odnośnie tej popularności, sam, może pół żartem pół serio, zarapował w kawałku z płyty "Prosto dało trochę fejmu/ sam bym se poradził/ Jak rzucałem "Woogie Boogie" się jarały składy/ a za "Spowiedź" to mam kurwa tyle, że zapomnij/ Pozdrowienia, do widzenia, zawsze byłem dobry."

Niestety, Ci którzy dotrwali do tego momentu, czekają na relacje z koncertu Zeusa, zawiodą się. Tego dnia w Szczecinie mieliśmy dwie równoległe imprezy. Chcąc zobaczyć jeszcze na scenie SZTIGARA BONKO, oraz wypić zdrowie naszego szczecińskiego weterana sceny Tonego Jazzu, po występie KęKę przeniosłem się do Elefunka.
Jednak wracając do tematu, którym zacząłem ten krótki zbiór myśli, Zeus też pasuje do tego grona. Ten pierwszoligowy raper stał się nim, dzięki swojej pracy jak producent i raper. Dzięki temu przedarł się do szerszego grona słuchaczy, bez przesadnej promocji. Czekam na Wasze komenatrze na ten temat!
Podsumowując, bardzo podobała mi się ta impreza, podobało mi się przede wszystkim to, że pod sceną było pełno, od pierwszego supportu. Koncerty były bardzo solidne, nie było występu, który znacznie zaniżał poziom. Dobrze widzieć, że dużą publikę przyciągają nasze szczecińskie podziemne składy, a także raperzy z innych miast, którzy również swoją popularność zawdzięczają swojemu warsztatowi, pomysłem na siebie, i swoją twórczość. Co jak pokazuje przykład KęKę, nie musi sie wiązać z pozostaniem na zawsze podziemnymi artystami, o których słyszy tylko własne podwórko/miasto. Czy w związku z tym możemy widzieć w Xerosie, Dahu, Karim, Bartasie, Engelu, i innych szczecińskich młodych raperach przyszłych raperów, po których płyty będziemy chodzić do empików?

/marjan

 

Fotorelacja autorstwa Agnieszki Kuźmickiej

Czytaj dalej...

Trasa Apollo Brown, Guillty Simpson i Torae po czterech miastach Polski to coś, co miało szansę pobudzić ducha prawdziwego Hip-Hop'u w kraju wódki i kiełbasy. Czy się udało? Łącznie na koncerty przyszło ponad 1000 osób i to oni mogliby odpowiedzieć na to pytanie. Jako świadek wszystkich 4 koncertów mogę powiedzieć od siebie, że amerykańskie gwiazdy rapowej sceny pokazują nam całkowicie inny świat, w którym niezmiernie ważna jest jakość występu, o czym mam zamiar w tej relacji, która właściwie stała się mini-felietonem, napisać.

Jak to wyglądało? Pierwszy na mapie był Szczecin. Klub City Hall odwiedzali już Polacy, Amerykanie, Niemcy... Pomimo ciemnych, niskich pomieszczeń, ludzie czują się tam wyśmienicie. Niska scena daje bliższy kontakt z wykonawcami. Jako lokalny support pokazała się ekipa Polhaszu, z Polski przyjechali: MAZ & Chok, Pasjonaci, ZGAS ze swoim BeatBox showcase, Ematei Duch i DJ Feel-X, który zagrał potem także afterka. Gdy nadszedł czas na występ zagranicznych gości, wszyscy mieli już odpowiedni stan. Zaczęła się magia. Punkt 1. to brzmienie. Apollo Brown nie zostawił nic przypadkowi, jeszcze na soundchecku, po kilku minutach oceny pomieszczenia i sprzętu, pokręcił z niezadowoleniem głową podszedł do konsolety, wysterował właściwie dźwięk dopieścił equalizację i nagle wszystko stało się jasne i przejrzyste. A bas? Bas masował żołądki, serca koiły sample, wyraźnie odcinające się na tle tłustych bębnów. W tym momencie już wiedziałem, że podczas trasy będzie to dla mnie niezwykła przyjemność obserwować proces, dzięki któremu powstaje koncert, w odróżnieniu od występów, które przypominają czasem raczej karaoke. 

Wracając, zaczął Torae, dla którego był to drugi występ w grodzie Gryfa. I zapewne miało to duży wpływ na jego odbiór przez szczecińską publikę. Wyraźnie widać było, że pierwszy raz zachęcił do sięgnięcia po płyty i studiowania wręcz twórczości Nowojorskiego rapera. Torae ma wspaniały kontakt z tłumem pod sceną. Zagaduje, a nawet jeśli zwraca komuś uwagę (o tym później), jest w tym na tyle autorytatywny, że nawet krytykowani nieczują się odrzuceni, raczej nauczani. Moc „Double Bartel" w wykonaniu koncertowym rośnie potrójnie. Słowianie nie mają problemu z powtarzaniem refrenów: „do it now, get it done", natomiast „What's love", na każdym z koncertów wjeżdżało na tzw. pełnej ku...Następny w kolejności miał być Guillty Simpson z Apollo Brownem. Gdy Apollo wszedł na scenę, zapowiedział że nas trochę rozgrzeje. Zaczął puszczać bity - ah, co to była za przyjemność. Wyglądało to jakby sam był częścią każdego dźwięku swoich produkcji. „Just listen to this melody" krzyczałem za każdym razem, jak słyszałem ten bit. Hitem był dla mnie sampel wycięty z Queen „MAMAAAA, U Uu U, U Uu U..." Po kilku bitach na scenę wchodzi Guillty Simpson. Jego, że tak się wyrażę, stoicki spokój w głosie, pewność wykonania, dykcja i charakterystycznie przerzucony kabel od mikrofonu przez ramię spowodowały dreszcze, chciałem więcej i jeszcze. „I can do no wrong!" I rzeczywiście, bo przecież jakie to zło dawać tyle radości ludziom na całym świecie? 

Śląsk. Jastrzębie Zdrój i klub Kontakt. Wtorek. Niestety ludzie w Polsce nie są przyzwyczajeni do chodzenia na koncerty w środku tygodnia. Klub Kontakt, choć bardzo fajny klimat nie przyciągnął zbyt dużej publiki. Może klub jeszcze zbyt młody, może miasto za małe, ale klimat który tam poczuliśmy był prawdziwy. Nie miałem okazji zobaczyć wszystkich suportów, więc trudno byłoby mi napisać cokolwiek, ale udało się zobaczyć Heavy Mental, zresztą byli oni z nami już do samego końca trasy. Świeża, fajnie zgrana ekipa + mocne bity od Młodego + DJ HWR = naprawdę dobre podkręcanie zabawy przed koncertem gwiazd wieczoru. Widać, że chłopaki nie siedzą przed monitorami na portalach społecznościowych, tylko swoją zajawkę przekuwają jak żelazo na arsenał koncertowych bomb. Po Heavy Mental na scenę wkroczyłem ja: Tony Jazzu, weteran, dinozaur, człowiek orkiestra. W Jastrzębiu Zdrój nie miałem szczęścia. Heavy Mental nie wiedzieli jaki jest plan imprezy, ani że też tam będę grał, więc serdecznie zaprosili całą publiczność na przerwę na papierosa, czyli tzw. techniczną, po której miał się rozpocząć koncert Amerykanów. Czas nas gonił, więc nie zwlekając zacząłem nawijać do bitów puszczanych przez DJ'a HWR'a. Nie był to długi występ, trwał akurat tyle, że ludzie zdążyli wrócić pod scenę, a wtedy już ze zniecierpliwieniem wszyscy oczekiwaliśmy na MC's ze Stanów. Podobnie jak w Szczecinie, (było tak zresztą na każdym koncercie tej trasy) zaczął Torae. Fajnie widzieć, że ilość ludzi na imprezie, nie wpływa na zaangażowanie artystów. Torae zagrał z DJ'em Timmi Handtricks, pochodzącym z Niemiec. Timmi pomagał też wokalnie hypując Torae. Zestaw utworów był podobny do tego w Szczecinie i kolejnych miastach, więc nie będę tego opisywał, zajmę się może sprawami technicznymi. Tym razem soundcheck trwał nieco dłużej. Mozolne ustawianie racka z efektami opłaciło się i tym razem. Niewątpliwie na jakość dźwięku ma wpływ nie tylko akustyka pomieszczenia, ale też ilość ludzi, która w takim przypadku służy za wytłumienie. Raperzy z Ameryki brzmią solidnie, wyraźnie artykułują każde słowo, nie czekając na hypemanów, czasem wspomagając się nagranymi w tle refrenami, które sami sobie hypują, coś na kształt półplaybacku. Niestety i w Jastrzębiu, podobnie jak poprzednio w Szczecinie było dość ciemno. Oświetlenie w tych dwóch miejscach niestety na minusie. Klimat w Jastrzębiu oceniam na 4 z plusem. 

Wrocław to kolejne miasto, klub Bezsenność - na suportach Aka De Mic, Mahatma, Zhas, Heavy Mental, Ematei Duch (w składzie z Lil Yo na majku i podkładami z MPC i DJ'skiego zestawu). Suporty zakończyłem ja, jako Tony Jazzu, a po krótkim oddechu, Torae, który notabene nalegał właśnie abym to ja zagrał bezpośrednio przed nim, poprosił jeszcze o krótką Jazzową zapowiedź. I stało się! Tłum z kawałka na kawałek pokazywał czym jest prawdziwy Hip-Hop i jak to rozumieć. W pewnym momencie Torae dostrzegł w publice jedną osobę, która nie reagowała na podrzucane przez niego do wspólnego wykonania tekstozy. Wytknął palcem, poprosił widownię o to samo. W taki sposób przekazuje się wiedzę, wymaga szacunku, prowadzi koncert. Po wielokrotnym „Party & Bullshit" na scenie zagościł Apollo Brown. Tym razem stojąc na wyższej scenie niż w poprzednich miastach, miał pole do popisu: wybijał werble w powietrzu, grał na niewidzialnych skrzypcach, stroił miny, karku mało nie połamał, rzucając z impetem głową do swoich tłustych bitów. W pewnym momencie aż chciałem wejść na scenę i chwycić jeden z leżących tam mikrofonów... ale to tylko rozgrzewka przed Simpsonem, pomyślałem, i dalej stałem jak zahipnotyzowany, przez te same bity, które słyszałem po raz trzeci na trasie. Czary? Chyba nie bardzo, ale tak już jest z koncertami, tam dostrzegamy piękno w dwójnasób, raz piękno samych bitów, dwa nagłośnienie, którego w domu nie uświadczysz. Guillty Simpson i tym razem prowadził swój koncert stabilnie, miażdżąc słowami jak gąsienicami czołgu. Jego bity nie są takimi bangerami jak u Torae, ale taki styl wprowadza specyficzny klimat, wprowadzając prawie w trans, prawie bo to przecież nie techno. Niestety kilka słów na temat akustyka, a właściwie tego kogoś, kto miał się zajmować nagłośnieniem. Dwa klapsy w ramach upomnienia: 1. Jeśli nagłaśniasz imprezę, to należy pilnować tego co się na scenie dzieje. W trakcie mojego występu prosiłem, machając prawie przed oczami, o głośniejszy odsłuch, jednak wzrok utkwiony w ścianę, ciężko było oderwać chyba.2. Klub i jego załoga przesadnie mocno naciskali na ramy czasowe, to jeszcze można jakoś tam zrozumieć, chociaż zaplanowanie obsuwy powinno być w każdej instrukcji przygotowywania koncertów... jednak wyznaczenie gwieździe wieczoru ostatnich 7 minut, z ostrzeżeniem, że się wyłączy dźwięk??? WTF??? Kto tu jest gwiazdą? To tyle Wrocław. Klimat na 5! 

Ostatni koncert w Katowicach. Zanim jednak dotarliśmy na soundcheck, zaplanowane było spotkanie z fanami w sklepie 12 cali. Mistrzowie Ceremonii ze Stanów robili sobie zdjęcia, podpisywali płyty i plakaty, chętnie też odpowiadali na pytania. Co do koncertu, zdecydowanie największa scena, chociaż najmniejsze wejście. Nie obeszło się bez drobnego zgrzytu: klub chcąc dotrzymać terminów zaczął wpuszczać ludzi, ale przecież trzeba zrozumieć, że soundcheck nie obywa się przy publice. Musieliśmy część ludzi poprosić o wyjście. Na szczęście nikt się chyba nie obraził, z tego miejsca dzięki za wyrozumiałość. Suporty jak wcześniej: Ematei Duch, Heavy Mental i Zgas. Tym razem miałem okazję przyjrzeć się Zgasowi. Na wcześniejszych koncertach dostrzegłem olbrzymi progres w brzmieniu. Kiedyś po prostu potrafił zagrać wiele instrumentów na raz, dzisiaj każdy z nich brzmi soczyście jak stek z polędwicy wołowej odpowiednio poprzerastanej tłuszczem. Do tego dochodzi jego kukiełka, Zgasik. Apollo Brown na widząc na czapce Zgasika napis NWA, chwycił się za twarz, i przez łzy wykrztusił: „tears of joy!". Zgasik żyje! Dodam, że to czysta przyjemność słuchać dialogów Zgasa ze Zgasikiem. Niestety i w Kato nie obeszło się bez problemów nagłośnieniowych: sprzężenia, brumienie, padnięty odsłuch dla dj'a w trakcie koncertu Ematei Ducha. Kompletny brak dźwięku z konsoli dj'a w trakcie występu Tony Jazzu uratował Zgas, który wbił na scenę z Tonym i razem dali pokaz Freestyle. Dla raperów z Ameryki sprzęt zagrał jednak bez większych problemów. Ostatni raz miałem ich zobaczyć, każdy z numerów znałem już prawie na pamięć, a jednak chciałem więcej, jak narkoman, który chce kolejnego strzała. Biegając po scenie z aparatem i skacząc jednocześnie, czułem, że jest to jedyne miejsce, w którym chciałem teraz być... Kolejny raz Torae pokazał swoją klasę, widząc że jakiś typ siedzi na ramionach kolegi, zwrócił się do nich w swoim stylu: „that's weird Bro, thank You." Impreza dalej potoczyła się bez problemów, no chyba, że mówimy o problemach z pamięcią. Ekipa Amerykańska została w klubie do chwili, gdzie gazem trzeba było cisnąć do hotelu po walizy i jeszcze większym gazem na lotnisko w Krakowie. Następny przystanek - Saint Petersburg. Ale to już bez nas. 

Podsumowując, koncerty ludzi, którzy urodzili się w kulturze Hip-Hop, żyjących wśród setek tysięcy podobnych sobie, są inne... lepsze – tak, nie boję się tego powiedzieć. Ich skillsy są na poziomie do którego niewielu z naszych rodzimych artystów ma szansę dotrzeć. Profesjonalizm, podejście i szacunek do słuchacza, tego życzę naszej scenie, my tj. słuchacze dorośliśmy, nauczyliśmy się języka twórców i pionierów tej kultury, dzięki czemu przekaz dociera szybciej i głębiej zapada w naszej świadomości - mamy w końcu porównanie. Mam nadzieję, że taka zdrowa konkurencja podniesie poprzeczkę i będziemy coraz lepsi.

Sebastian „Tony Jazzu" Kuchciński

Czytaj dalej...

Miniona niedziela była niewątpliwie szczecińskim świętem podziemia. W klubie City Hall odbyły się koncerty amerykańskich raperów i kogo tam nie było, nie wyobrazi sobie co się wydarzyło, choć byśmy opisali wszystko minuta po minucie. Chodzi bowiem o atmosferę, czyli tak zwany klimat, przez naukowców nazywany też emocjami grupowymi. Tłumu nie było, więc miejsca było akurat w sam raz, aby wszystko dobrze widzieć, ale także przeżywać poprzez robienie ze swoim ciałem wszystkiego tego co zawiera się pomiędzy oglądaniem koncertu a tańcem na parkiecie. To nie jest tak, że ktokolwiek zwariował jakby go opętało, wręcz przeciwinie właśnie, bo tego nie było za bardzo widać i można było poczuć tylko w sercu. Słowo się rzekło, nie będziemy tego próbować opisać, powiemy tylko, że zarówno Torae jaki i Guilty Simpson pomiędzy granymi utworami nie raz dawali wyraz swojemu wzruszeniu, pełni wielkiego spokoju uśmiechali się do nas i mówili: tak, tutaj jest Hip-Hop, czujecie to, wiecie dokładnie o co w tym chodzi.

Za dekami stanął genialny producent Apollo Brown oraz niemiecki dj, który podróżuje razem z amerykanami na trasie promującej płytę "Dice Game" - Timmi Handtrix. Co z tego wyniknęło najlepiej oddadzą słowa Kapsla ze Stargardu: "jak stałem przez chwilę przy głośniku to chyba ze dwa kilo przytyłem od tych bitów".

Wielu zwróciło uwagę na pewien truizm, o którym nie da się jednak nie wspomnieć - nie podrobimy ich. To w jaki lekki i przyjemny sposób płyną po bitach wwiercających się w mózg jak diamentowe wiertło, po prostu nie dotyczy naszych rodzimych artystów, jak bardzo przecież przez nas nadal uwielbianych, szanowanych i docenianych. Drugoligowi amerykanie rozmiękczają nam kolana, otwierają serca, pozbawiają rozumu i ogólnie wprawiają w stany wręcz mistyczne. Nie odbyłoby się to, gdyby nie szalejąca od jakiegoś czas zajawka na sprowadzanie amerykańskich raperów do Polski, chłopaków tworzących HipHopHeadz i Big Idea, którym z tego miejsca dziękujemy i czekamy na cd.

PS. Szczecińskie wydarzenie jest początkiem mini trasy koncertowej. Koncerty takie jak u nas odbędą się także w Jastrzębiu Zdroju, Wrocławiu i Katowicach. SzczecińskiHipHop.pl tam będzie w osobie Tony'ego Jazzu, a więc czekajcie na kolejne materiały relacjonujące ten mega temat.

/Ola Lewtak

Czytaj dalej...

Koncertowy rok 2012 rozpoczął się w Szczecinie w drugi weekend stycznia a otworzył go nie kto inny jak sam DonGuralesko w dobrze wszystkim znanym klubie Heya. Znanym przede wszystkim pod innymi nazwami jak choćby Lokomotywa czy Black Pearl a jego historia sięga aż do roku 1999, kiedy to odbył się tam Hip-Hop Jam II B-boy contest, czy X urodziny Stoprocent w 2009r. Przed koncertem, Nasza ekipa SSH odwiedziła Gurala w hotelu i przeprowadziła całkiem ciekawy wywiad, w którym możemy dowiedzieć się m. in. jak ważny jest pomysł i plan na muzyczny biznes oraz jak bardzo własna rodzina dopełnia człowieka, który na scenie hip-hopowej osiągnął absolutny szczyt. Gural chętnie i wyczerpująco odpowiadał na wszystkie pytania w hotelowym barze przy ciepłej niestety w zimowy wieczór wódce, tym bardziej zapraszam do sprawdzenia tej relacji.

Co do samego koncertu, to pierwsze granie rozpoczęło się już przed godz. 21. A mimo iż był to jedynie support, nie mogę pominąć charyzmatycznego MRM'a z ekipy Noyz Boyz, który na pełnej piździe pokazał jak powinny wybijać się nowe składy mając możliwość grania przed większymi gwiazdami. Kontakt z ludźmi pod sceną bardzo dobry, MRM dał z siebie naprawdę sporo i aż miło było popatrzeć, że ktoś rozumie jak należy grac koncerty by zostać szerzej zauważonym. Ludzi w klubie z upływem czasu niestety nie przybywało, razem z koleżanką z naszej ekipy naliczyliśmy ok. 350 osób co i tak nie było złym wynikiem. Klub Heyah jest jednak dosyć rozległym miejscem i nawet 300setny tłum widziany z klubowego balkonu robi wrażenie mniejszego. O 21:30 na scenie pojawiła się mocna ekipa WSRH znana dobrze w naszym mieście co widać było po przyjęciu ich na scenie i w trakcie koncertu. Dzieciaki pod scena znały teksty i widać było, że Shellerini i Słoń dobrze podkręcają atmosferę przed gwiazdą wieczoru. Dodatkowo imprezowy nastrój udzielił się wszystkim przy okazji urodzin Shellera.

Na Gurala nie musieliśmy długo czekać gdyż pojawił się zaraz po swoich ziomkach z Poznania i bez zbędnego przechadzania się po klubie i vipowskich lożach od razu wjechał na scenę i pierwszym kawałkiem pokazał co to znaczy luz, pewność siebie i profesjonalizm. Zwłaszcza ostatnia z tych cech zasługuje na pochwałę gdyż ostatnich kilka dni jak i ten koncertowy nie były dla Gurala lekkie z powodu choroby. Koncert jednak nie stracił na tym fakcie ani przez moment a z numeru na numer coraz bardziej nabierał rozpędu. Podobało mi się, że Gural posiada swój własny patent na utrzymywanie publiki na wysokich obrotach przez cały czas. W zasadzie co kilka numerów ludzie ,,zmuszani'' byli do zabawy w powtarzanie śpiewanych przez niego fraz co cieszy się ogólnie dużą renomą na każdym występie. A gdy w pewnym momencie pojawił się jeszcze Rafi, emocje podkręcane cały czas urodzinami Shelleriniego sięgnęły chyba zenitu. Z 3 osób obecnych na scenie na początku, zrobiło się 8 a koncert przerodził się po prostu w zajebistą imprezę pod i na scenie. Szkoda tylko, że nagłośnienie w klubie kompletnie nie dawało rady a znając kawałki które grał z przekroju kilku płyt ( pojawił się nawet numer z czasów Killaz Grup ) i tak nie byłem w stanie rozpoznać słów wydobywających się z buczących kolumn. Jedynym plusem tego miejsca jest duża scena, dostosowana jednak pod kompletnie inne granie na co dzień.

Przyjemność oglądania DonGuralesko i słuchania na żywo Giovanni Dziadzi, Stanu umysłu czy Złotego rogu trwała równo godzinę. Wystarczająco jak dla mnie a patrząc na fanów widać było, że koncercik zadowolił ich w zupełności. Nie polecam jednak jeżdżenia na takie imprezy autem bo utrzymanie trzeźwości bywa niezwykle ciężkie, kiedy ze sceny słychać co chwilę ,, lejemylejemylejemy'' i sam momentami przechodziłem wewnętrzną wojnę między rozsądkiem a zatraceniem. Wygrał rozsądek, jednak po raz ostatni! Miło rozpoczął się ten rok zwłaszcza, że najnowsza płyta Gurala jest chyba najlepszą jaką wydał do tej pory ( a przynajmniej na równi z Totemem Leśnych Ludzi ). Czekamy na kolejne koncerty w Naszym mieście i możecie mieć pewność że szczeciński Hip-Hop będzie tam z Wami na pewno. Do zobaczenia wkrótce!

MA1

Zdjęcia autorstwa Agnieszki Szkabar i Kamilii Izbrecht.

Czytaj dalej...

W ubiegły weekend a dokładnie w piątek 20.04.2012 w D.K SŁOWIANIN odbył się pierwszy koncert w Szczecinie reprezentanta Krakowskiej sceny KALI'ego byłego członka FIRMY, który po prawie roku od wydania swojego solowego albumu Kali - 50/50 (21.05.2011) wreszcie do nas zawitał.

Koncert o godzinie 21 rozpoczęły szczecińskie supporty z mega zróżnicowanymi brzmieniami. Pojawili się ZACHODNIA STRONA (Michu, EMSI i Teo), którzy zagrali materiał z Solowej EP EMSI "WS ELEMENT" która ukazała sie pod koniec Stycznia 2012r.TYMI & ROKA, którzy w 2011r. wypuścili longplay "Linia obrony", BOGU, którego niebawem będziemy mogli usłyszeć na jego solówce oraz POL HASZ (Smoku, Kazior, Hyziu i Gierba), na scenie można było zobaczyć również, Dj Matek oraz KonkretaZS aka. Dj.Hard Cut z naszej ekipy.

Kali wbił na scenę koło godziny 23 i zszedł z niej przed północą, mimo tego, że grał bez "hajpmena" zagrał pełen energii koncert przeplatany mocnymi ulicznymi tekstami i przesiąknietymi mrokiem, ale też bujającymi brzmeniami nasączonych pozytywem i słowami otuchy. Poleciały min. takie numery jak - Abolicja, Zdrajca, Kali Kali, Zrozumiałem.

Ze względu na to, że frekwencja publiki nie dopisała koncert miał bardziej charakter jam'u niż normalnego konceru, Kali zagadywał publikę, podpytywał jakie kawałki chcieliby usłyszeć. Jednak widać było rozczarowanie, zniesmaczenie i lekkie lekceważenie nie wypełnionej sali. Do mnie nie przemówił, jednak fanom takiego rapu pewnie się podobało.

Impreza skończyła się bardzo pozytywnie a większość ludzi po koncercie udała się na afert party do klubu "p1erwsze miejsce", gdzie odbywała się impreza "ALOHA" promująca rozpoczęcie sezony surfingowego.

Podsumowując:
- oranizacja i nagłośnienie medialne 3/5
- supporty 5/5
- publika 2/5 (za frekfencje)
- gwiazda wieczoru 3/5

/Kuba Mono

Fotorelacja autorstwa Agnieszki Szkabar i Kamilii Izbrecht

Czytaj dalej...

Żywe instrumenty zawsze przyciągały i cieszyły się zainteresowaniem wśród publiki. W piątek 07.12.12r. na scenie "Słowianina" mieliśmy okazję zobaczyć 2 koncerty w takim właśnie wydaniu.

Wchodząc do klubu o godzinie 21:30(drzwi otwarte były już od 20:00) przed wejściem napotkaliśmy sporą ekipę ludzi czekającą na wjaz do klubu, zwiastowało to sporę zainteresowanie wydarzeniem. Po wejściu można było zapomnieć o staniu pod sceną. Grał Bisz. Na scenie w sekcji muzycznej można było zauważyć skrzypka oraz gitarzystę. Bydgoski raper rozgrzał klub do czerwoności, ludzie bawili się bardzo dobrze. Poleciały numery takie jak "Pollock", "Za bardzo", "Niech czas stanie" czy "Indygo". Miał pełen kontakt z publiką, zauważalne było to że nikt nie znalazł się tam przypadkowo. Śpiewali wspólnie teksty i energicznie reagowali na każdy zagrany kawałek. Około godziny 23 na scenie pojawił się Łona/Webber i the Pimps w składzie Jose Manuel Alban Juarez (perkusja), Daniel Popiałkiewicz (gitara), Maciej "kojot" Kałka (bas), Michał Kowalski (instrumenty klawiszowe) oraz redaktor Jacek Markiewicz w skrócie Rymek. Ekipa zgrana i znana z grania energicznych poruszających widownie brzmień. Zagrali zróżnicowany materiał, można było usłyszeć starsze kawałki w nowych aranżacjach, a także niedawno wypuszczone tracki. Poleciały takie numery jak "Rozmowa z bogiem", "ą,ę", "Nie ufajcie Jarząbkowi", "Nie pytaj nas", "10" czy "Do Ciebie Aniu szłem" w wersji prawie, że punkowej. Nie zabrakło przezabawnych komentarzy i zwałowych wstawek zaczerpniętych niemalże z kabaretu. Ostatni kawałek skończył się pięć po północy i chłopaki zeszli ze sceny. Po krótkim wołaniu o bis przez publikę wrócili żeby zagrać dobrze znaną "konewkę" i zakończyć koncert. Łona jeszcze wyszedł do fanów przybić "5", porozmawiać i rozdawać autografy, a reszta zerwała

się na backstage. Warto dodać, że po rozmowie z współorganizatorem dowiedzieliśmy się że sprzedało się 750 biletów, i zebrał publikę nie tylko z "kręgów" hip-hop'u.
Koncert zaliczony to naprawdę udanych, oby więcej takich imprez.

-organizacja i nagłośnienie medialne 4/5
-ekipy 5/5
-publika 5/5
-gwiazda wieczoru 5/5

/mono

Czytaj dalej...

Torae @ City Hall | 11.12.2012

środa, 12 grudzień 2012

Sprawdźcie jak bawiliśmy się na koncercie Torae w City Hallu, to była naprawdę gruba impreza!

Raper Torae z Coney Island (południowy Brooklyn, Nowy Jork) który zyskał uznanie poprzez współpracę m. in. z DJ Premier czy Marco Polo. W 2009 r. przy współpracy z Polo światło dzienne ujrzał album "Double Barrel". Oprócz Polo i Premier'a, Torae współpracował z producentami

takimi jak:Eric G. , Black Milk, i Khrysis z Tash'em z The Alkaholiks, teflon, Chaundon, Sean Price, Masta Ace, Nefew i Talib Kweli. Za sprawą Karola Zająca z HipHopHeadz.pl zawitał do naszego "Sztedke". 11.12.12 r. mieliśmy przyjemność zobaczyć go na żywo w City Hall na imprezie Hiphopheadz Joints Vol.1. Rozpoczęli koło 21:30. Pierwsze było kręcenie "cypher'a" w którym wystąpili PMM, RY23, Torae, Tony Jazzu, Kowal. Po szybkim nakręceniu materiału rozpoczęły się występy. Zaczęli od reprezentantów Szczecina. Jako pierwszy na scenie pojawił się Bogu Bogdan wspomagany przez Hyzia. Zagrał kilka kawałków ze swojego solowego albumu "Bogu - Wdech i wydech". Następni w kolejce do grania byli Noyz Boyz, ale zagrali tylko dwa numery z racji tego, że ostatnio mogliśmy ich zobaczyć i usłyszeć na ich premierze płyty "Liker" w tym samym klubie. Kolejnymi artystami w City Hall byli PMM przy których publika od razu się poderwała. Ze swoich szlagierów zagrali m. in. "Wstawaj" czy "Daj mi bit". Jak dla mnie zaprezentowali się najlepiej nie licząc Torae'a. Kiedy skończyli następny w gotowości był już RY23 który hype'owany przez Kowala zagrał kilka numerów z różnych płyt. Jednak widać było po publice, że już nie może się doczekać "gwiazdy wieczoru" i kiedy RY zorientował się co jest grane - odpuścił. Z nowości można było usłyszeć kawałek "Słowiańska krew" z płyty "Donatan - Równonoc". Presja publiki wdała się we znaki bo kiedy na scenie pojawił się Tony Jazzu i zaczął grać swój set, po kilku numerach ktoś z widowni zaczął skandować "Torae... Torae... Torae..." a reszta jak to zwykle bywa zaczęła robić to samo jednak doświadczenie Seby, wzięło górę, zwrócił uwagę, że to przeszkadza w graniu koncertu i żeby zaczekali jeszcze chwilkę. Zagrał swoje starsze jak i nowe kawałki które mają się ukazać w maju 2013 na jego nowej płycie. Całość okraszał swoimi cut'ami oraz scratch'ami Dj Twister. Na plakatach widnieli również tacy artyści jak Planet ANM, który z niewiadomych przyczyn nie dotarł na koncert oraz RACA, który nie zjawił się z powodu choroby. Torae o 23:20 pojawił się na scenie City Hall'u jako ostatni raper tego wieczoru w klasycznym zestawieniu Dj(hypeman). Zauważalne było to, że ma większe doświadczenie w pracy z akustykiem. Ciekawym "zabiegiem" było żadko spotykane w naszym kraju oddanie hołd nieżyjącym i żyjącym poprzez zagranie kawałków/zwrotek różnych artystów takich jak: Big L, 2pac, Nate Dogg, Grand Master J, Notorious BIG, Guru oraz Primo. Zakończył o godzinie 0:20. Publika była w amoku i po "bisowaniu" wyszli na scenę żeby zagrać dwa kawałki. Ostatni numer nawet wspomógł basista. Po koncercie część ludzi, która nie musiała na drugi dzień iść do pracy została na afterparty a część zaczęła się rozchodzić. Torae sam prowadził swój "sklepik" więc można było sobie bez problemu kupić T-shirt, płytę, wziąć autograf czy zrobić fotkę. Po kilku ostatnich imprezach muszę przyznać, że jeżeli ta passa organizatorów imprez będzie trwać to znaczy, że dobre imprezki wracają do naszego miasta.

-organizacja i nagłośnienie medialne 4/5
-ekipy 4/5
-publika 3/5
-gwiazda wieczoru 5/5

 /mono

 

 

Czytaj dalej...

Stowarzyszenie Inspiracje Młodych zaczyna robić coraz lepsze imprezy i przyciągać na nie sporą publikę. 8.12.12 r. zaprosili do Szczecina Pezet'a. O godzinie 16 odbyło się spotkanie z fanami w skate shopie Andegrand. Drzwi HEYA club'u otworzyły się dla publiki o 20:00 i zaczęła się ona wlewać do lokalu. Wlewać dosłownie, bo ostatnio koncerty w naszym mieście cieszą się dużym powodzeniem.

Pierwszy koło 20:30 na scenie pojawił się młody raper PyCiu z Barlinka wraz z hypeman'em zagrał 3 numery, "Ja pale ty pijesz", "Dzisiaj", które możecie sprawdzić na youtube oraz "Potrafię marzyć" który ukaże się na mixtape "promuj młody rap". Po szybkiej zmianie grał już Spajki UPM wraz z Longer'em (hypeman). Mogliśmy usłyszeć dziewięć numerów w ich wykonaniu "chillout" możecie sprawdzić na youtube. Kieru to trzeci artysta który pojawił się w na scenie Heya. Jego kawałki nie są stricte hip-hop'owe zresztą jak on sam zawsze mówi o sobie, że on nie jest hip-hop'owcem ani raperem, ale za każdym razem gdzieś o to "zahacza". Zagrał z perkusistą Kacprem "Kac" Kosińskim który grał mi. in. w The Analogs, Anti Dread czy Road Trip's Over. Zaprezentował sześć numerów z nadchodzącej solówki "komercja czy underground" zróżnicowanych muzycznie i tematycznie numerów. Dla niedowiarków dał popis swoich możliwości. W trakcie imprezy w lokalu można było spotkać Sage, Noyz Boyz, Orała z PN, Lukę znanego z duetu Luka/Tkzetor którzy niedługo wydadzą swój album i oczywiście Karola Zająca z hiphopheadz.pl ze swoim stoiskiem płyt. Jako czwarty, (planowo miał grać ostatni przed Pezetem) Bogu który był szczecińskim reprezentantem w drugiej edycji akcji popkillera "młode wilki". Zagrał wraz z Tymi'm, Hyziem (z którym Bogu tworzy PWR) oraz za konsoletą Dj Hard Cut. Większość track'ów poleciało z albumu "Bogu - Wdech i wydech", mogliśmy usłyszeć też utwór z ep. Hyzia oraz numer nagrany dla popkillera pt. "Znów Jest Wieczór". Kiedy Bogu zakończył swój set, na scenie przez niecałe pół godziny grał różne numery Dj Hard Cut. Kiedy zszedł ze sceny dość dłuższą chwilę mieliśmy do czynienia z niezręczną ciszą. Gwiazda wieczoru kazała na siebie czekać... Ludzie długi czas skandowali "Pezet...Pezet...Pezet..." W końcu około 23:15 po starcie intra oraz grze świateł i dymu na deskach Heya Club'u pojawił się Pezet, w asyście brata Małolat'a, hypemana, dj'a, perkusisty oraz basisty. Po drugim kawałku nagłośnienie zaczęło szwankować i organizatorzy namawiali Pezeta żeby zrobić 5 minut przerwy na tak zwane usterki techniczne, po czym koncert byłby kontynuowany, jednak gdy Pezet zapytał publikę czy to im przeszkadza, wszyscy krzyczeli by nie przestawał. Przez co, cały występ mieliśmy nie przyjemności w postaci kiepskiego przerywającego dźwięku. Zagrali dość krótki, bo nieco ponad godzinny set, składający się z numerów solówek Pezet'a. Leciały mi. in. "Nie jestem dawno", "Szósty zmysł", "Nagapiłem się", "Seniorita", którą Pezet przed wykonaniem zadedykował i wygłosił krótką przemowę na temat Szczecina i ludzi których poznał w naszym mieście 12 lat temu a połączył i zbliżył ich hip-hop. Publika żywo reagowała na każdy gest, wywód czy pytanie, widać było którzy ludzie przyszli specjalnie na ten występ. Skończyli występ koło 0:30 i zeszli ze sceny. O bis publika nie prosiła zbyt długo. Wrócili, poleciały "Refleksje" i "Gdyby miało nie być jutra", podziękowali i się zwinęli. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Gdyby nie problemy z dźwiękiem i troszkę większe zaangażowanie publiki we wszystkie występy, nie tylko "gwiazdy wieczoru", koncert był by na 5, ale i tak widać, że zaczyna się dziać na grubo w SZN.

-organizacja i nagłośnienie medialne 5/5
-ekipy 5/5
-publika 5/5
-gwiazda wieczoru 4/5

Czytaj dalej...