Newsletter

Nadchodzące wydarzenia

No Calendar Events Found or Calendar not set to Public.

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
media/k2/items/cache/ccbca3752adf58a776d876d7a7de9edc_S.jpg
D.e.k.o - Czyli Andrzej „Deko" Junkiert to raper, wokalista, producent muzyczny. Twórca ...

D.e.k.o

Published:05 Sie 2014
3226 hits
media/k2/items/cache/6a3568ec75354456ab1e6b6fc1540ba0_S.jpg
A więc jest, "Opowieści dziwnej treści" Kartmana wjechały. Posłuchajcie,oceńcie, napiszcie opinię, ...

Kartman - Opowieści dziwnej treści (PREMIERA)

Published:01 Sie 2014
6409 hits
media/k2/items/cache/bc61c35998920c79a57e03ad91265e8b_S.jpg
W Szczecinie mamy pewnego zawodnika, który idzie trochę inną ścieżką rapu.Czy jego debiutancka LP ...

Kartman - Premiera płyty już 1.08!

Published:31 Lip 2014
6199 hits
media/k2/items/cache/64f7b8990be2d94add5152c155ac4915_S.jpg
Sprawdźcie fotorelację z SZN HIP HOP JAMu organizowanego przez ekipę The Truekings! LINK DO ...

FOTORELACJA The Truekings "Till I Die" SZN HIP HOP JAM

Published:01 Lip 2014
9451 hits
media/k2/items/cache/73c564de315ae81db9aaa50a11f02581_S.jpg
Zapraszamy do sprawdzenia trzeciej części kawałka Styl Nad Style, która zapowiada nadchodzący album ...

Tony Jazzu ft. Sobota - Styl Nad Style 3 (MP3)

Published:18 Cze 2014
6239 hits
media/k2/items/cache/391d45802a606be64095bd7b66c67316_S.jpg
Magazyn VAIB - 04(08) / Maj 2014Wersja online: http://bit.ly/vaib-majWersje PDF: ...

Ósme wydanie magazynu VAIB!

Published:02 Cze 2014
6635 hits
media/k2/items/cache/dca6745fdbb9da5b038270324f6ced2f_S.jpg
Kliknij na artystę, aby obejrzeć fotorelacjęSOBOTA VNM Ten Typ Mes ...

FOTORELACJA Juwenalia 2014

Published:30 Maj 2014
5691 hits

Sprawdźcie recenzję Ulicznej Psychologii Reny
napisaną przez użytkownika portalu glamrap.pl

LINK DO RECENZJI

Czytaj dalej...

Recenzja: Sobota - X PRZYKAZAŃ (glamrap.pl)

Dział: Recenzje płyt
poniedziałek, 23 grudzień 2013

Zapraszamy do lektury recenzji płyty Soboty "X PRZYKAZAŃ",
na portalu glamrap.pl

LINK DO RECENZJI

Czytaj dalej...

"Rap, stresy, hulana, interesy" jest już drugą płytą składu PMM (Głowa, Wężu) , natomiast pierwszą wydaną przez wytwórnię w której są obecnie wydawani, mianowicie PROSTO.

Jak się prezentuje ta produkcja? Postaram się wam to opisać.

Zacznijmy od kwestii lirycznej. Jeżeli ktoś myślał, że płyta będzie skłaniać słuchacza do refleksji był w błędzie i to wielkim. Ta płyta aż ocieka bragga i to w bardzo dobrym wykonaniu, natomiast nie ma na tej płycie żadnego kawałka, który skłoniłby nas do głębszych rozmyśleń.

Drugą kwestią jest strona muzyczna, która jest największym plusem tej płyty. Na płycie usłyszymy znakomite, bujające oraz bardzo energiczne i rytmiczne bity, które znakomicie się komponują z wyżej wspomnianym przeze mnie bragga. Można zarzucić że bity są za bardzo plastikowe, że brak sampli, ale nie można na pewno zarzucić braku porządnej dawki energii.

Trzecią kwestią którą warto poruszyć są goście na płycie a jest ich sporo. Na płycie usłyszymy: OSTR, Ero, Maja, 4P, PSH, Ladzisz, Kajman, Karolina Baszak. Niestety, nie pasują mi wokale żeńskiej części gości... Zarówno Maja jak i Karolina Baszak wypadły kiepsko, wręcz fatalnie. Jest to sporym minusem płyty i nie zrozumiałym posunięciem ze strony PMM. Jednakże Ero, OSTR, Kajman, 4P wypadli świetnie, zwłaszcza reprezentant składu Bez Cenzury (Ero) dał świetną zwrotkę.

Sumując, nowa płyta PMM stoi na wysokim poziomie, jest oderwaniem od codziennej monotonii oraz od płyt, które zmuszają nas do refleksji. Słuchając "Rap, stresy, hulana, interesy" dostajemy ogromny zastrzyk energii, głowa aż sama się buja do tych świetnych bitów. Mimo słabych kawałków z żeńskimi gośćmi polecam tą płytę. 

PMM - "Rap, stresy, hulana, interesy" 

01. Ile dróg, tyle prawd

02. Energia

03. Żyję, wiem feat. Maja

04. Dobrze, konkretnie, ostro!

05. Pierwszy raz feat. Ladzisz

06. Status feat. Kajman

07. Keep it on

08. Eskapady feat. PSH

09. Mamy prawo

10. Daj mi bit feat. OSTR

11. Fatflow drag feat. Ladzisz

12. Jestem z nią feat. Karolina Baszak

13. Ma...m pewny plan feat. Ero

14. Jaki fach, taki fant

15. Hustlerski system

16. Właśnie to mam na myśli feat. 4P

17. U.T.N.K.P. feat. Maja

 

/Jigsaw

źródło hip-hop.pl

Czytaj dalej...

Recenzja: Łona - Koniec żartów

Dział: Recenzje płyt
wtorek, 01 październik 2013

Nie minę się z prawdą nawet o włos mówiąc, że na żadną polską płytę nie czekałem z taką niecierpliwością jak na debiut fonograficzny łony. Zapytasz, co kazało mi sądzić, że po tym wydawnictwie należy się spodziewać znacznie więcej niż po jakiejkolwiek innej rap produkcji made in Poland? Dla lepszego zrozumienia tego fenomenu, z myślą o osobach, które nie miały dotąd sposobności by zetknąć się z twórczością łony, służę krótkim przeglądem dokonan tego pana.

Z pierwszymi efektami jego zmagan ze słowem rymowanym miałem przyjemność zapoznać się słuchając cotygodniowej audycji poświęconej muzyce rap na antenie Radia Szczecin (Wu-doo). Było to w roku 96 i nic wówczas nie zwiastowało na tyle radykalnej odmiany moich poglądy na rymowy kunszt łony (wówczas: Do you wanna), że po upływie zaledwie 2 lat uznałem go za naprawdę utalentowanego mc. Mistrzowską formą poraził mnie z całą mocą przy okazji wydania "Owoców miasta" (nielegal Wiele CT - obecnie Wiele - jego macierzystej formacji), gdzie zwrotki naszego bohatera w ogromnej większości zasługiwały na miano najlepszych, co urasta do rangi najwyższego komplementu, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż o palmę pierwszenstwa przyszło mu walczyć z naprawdę wysokiej klasy raperami- Rymkiem i Roxim. Mój podziw dla łony wzrastał wprost proporcjonalnie do rozwoju jego kariery solowej. "Złota rybka", "My się znamy?", "Rozmowa", "Biznesmen"- te produkcje tylko zaostrzyły mój apetyt na pełno wymiarowe wydawnictwo. Nadal jednak nie napisałem, dlaczego o talencie tego wyjątkowego mc potrafię wyrażać się wyłącznie w superlatywach. Jakby to ująć, mamy w jego przypadku do czynienia z wyważeniem proporcji między stroną merytoryczną tekstów, a sposobem ich artykułowania na skalę dotąd niespotykaną, co cieszy tym bardziej, że jak wiadomo (przynajmniej niektórym), przerost formy nad treścią jest największą bolączką naszych raperów. Szczerze powiedziawszy mam dość katowania swych uszu nic nie wnoszącymi rymami klejonymi przez dobrych, czasem nawet świetnych technicznie mc, którzy nie mają do powiedzenia nic ponad to, co już dawno zostało opowiedziane przez setki im podobnych.

Płyta "Koniec żartów" będąca ukoronowaniem kariery muzycznej łony ponad wszelką wątpliwość dowodzi, iż posiadł on niesamowity dar - (a dokładnie całą ich kopalnię) nie dość, że dysponuje świetnym, przyjaznym uchu głosem, talentem do wyszukiwania naprawdę ciekawych rymów i charakterystycznym flow (że już nie wspomnę o dających o sobie znać zdolnościach aktorskich), to na dodatek z wielką łatwością przychodzi mu przemycanie w tryskających humorem rymach treści dydaktycznych w sposób nienachalny i niewymuszony ("Biznesmen", " Rozmowa"). Talent do unikania moralizatorskiego tonu i nadęcia idzie w parze z umiejętnością generowania niezwykłego ciepła, jakie emanuje z każdego niemal tracku. łona jawi się nam jako niezwykle wrażliwy człowiek, nawet gdy obiektem jego uczuć jest samochód znanej, choć niezbyt ostatnimi czasy popularnej zachodniej marki Trabant ("Helmut")hehe. Nieczęsto zdarza się memu odtwarzaczowi obcować z płytami polskich wykonawców, w stosunku do których nie byłbym zmuszony uciekać się do tak drastycznych metod ratowania zdrowych zmysłów jak co najmniej sporadyczne wciskanie guzika "skip". Solówka łony zdecydowanie nie zalicza się do kategorii albumów "przesłuchaj i odłóż na półkę".

Czytając recenzje albumów często natrafić można na stwierdzenia typu "ta płyta nadaje się na taką a taką okazję". Na szczęście "Koniec żartów" nie pozwala się umieścić w żadnej durnej szufladce - to potężny zastrzyk pozytywności na każdą okoliczność, którego aplikowanie zalecam ilekroć tylko odczujesz nagłą potrzebę poprawy samopoczucia. Wyjątkowo zaraźliwy humor nie opuszcza łony nawet na moment - celnie spuentowane opowiastki notorycznie doprawiane są szczyptą, bądź całymi garściami wybornego dowcipu. łona uczy bawiąc, albo też na odwrót. Wielka szkoda, że to Onar i Ośka zatytułowali swój album "Superrelaks", bowiem tytuł ten dużo bardziej nadawałby się do oddania zawartości recenzowanej płyty .

 

Zaznaczam, że akceptuję zawartość tego wydawnictwa w całej rozciągłości, dlatego właśnie nie opisuje zbyt obszernie poszczególnych piosenek - wszystkie one w równym stopniu zasługują na uwagę. Recenzując ścieżkę dźwiękową filmu "Blokersi" na łamach zinu hip-hop.pl napisałem, że niewiele jest na niej numerów o charakterze zapychacza. Z płyty łony z ciężkim sercem przyszłoby mi wyrzucenie nawet skitów (szczególnie "Konewki", w której nasz mc parodiuje pewien znany utwór). To, co Szczecinianin wyprawia ze słowami mogłoby posłużyć z podręcznikowy przykład perfekcyjnego opanowania sztuki władania słowem. Ośmielę się wręcz posunąć się do stwierdzenia, ze rap członka Wiele jest produktem wolnym od jakichkolwiek usterek. łona nie tylko rymuje do rymu (nie mylić z "byle do rymu"), ale na dokładkę, jakby tego było za mało - wyraźnie i na luzie, wspaniale przy tym deklamując poszczególne wyrazy, jakby uczestniczył w finale konkursu recytatorskiego (etap co najmniej międzyszkolny). Na usta ciśnie się pytanie: jak on to robi? Konia z rzędem za rozwiązanie tej zagadki.

Znany krytyk muzyczny Flintstone raczył był niegdyś wyrazić pogląd, jakoby styl łony znamionowało podobienstwo do dokonan innego wykonawcy nagrywającego dla Asfaltu - Fisza. Dobre sobie. Wpuśćmy zatem obu panów do jednego stawu - Fisz momentalnie przeobraża się w zabiedzoną płotkę, łona zaś nie dość, że przybiera postać ryby rozmiarami przypominającej walenia, to jeszcze ciało jego pokrywa łuska koloru złotego, dzięki czemu będzie on w stanie spełnić najbardziej nawet wyszukane zachcianki słuchacza (niczym tytułowa złota rybka z jednego z wcześniejszych nagran łony).

Co warte jest podkreślenia i pochwały- nie mamy do czynienia z kolejną podwórkowo-uliczną produkcją, na której nie mówi się o niczym innym niż brak zaufania, fałszywi przyjaciele i inne okropności tego świata. Wręcz przeciwnie, nie dość, że bezwiednie pozwalamy naszemu systemowi odpornościowemu na zarażenie się wirusem optymizmu, to na dodatek dawkowanego w kilkunastu wybornych porcjach, spośród których każda zaskakuje nas oryginalnym pomysłem. Przy koncu żadnej z piosenek nie jestem skazany na dokonywanie szczegółowej analizy w zakresie dociekania "co też łona chciał przez to wyrazić". Nigdy nie sądziłem, że coś może być proste i wyszukane zarazem. Takich tekstów na pewno nie napisze nastukany dzieciak , ale co ciekawe jestem pewien, że te same teksty są w stanie do takiego delikwenta dotrzeć, ba, co mądrzejsi będą nawet w stanie się z nimi identyfikować.

Oddzielny akapit należy się współsprawcy całego zamieszania - Webberowi. Zapewniam, nie trzeba legitymować się wykształceniem muzycznym, by uchwycić różnicę między prostymi, opartymi zwykle na jednym samplu podkładami z "Owoców miasta", a epatującymi różnorodnością, nasyconymi pozytywną energią, doskonałymi technicznie bitami, stanowiącymi idealne wprost tło dla dorównujących im klasą tekstów. Brawo.

Niniejszą recenzję cechuje niespotykana dla tego gatunku objętość. Nic w tym dziwnego, albowiem takich płyt nie wypada zbyć kilkoma zdaniami komentarza. Na dobrą sprawę, aby w pełni przybliżyć walory "Konca żartów" musiałbym posłużyć się inną formą ekspresji literackiej np. powieścią. A ty przecież czas spędzony na czytanie tego przepełnionego przymiotnikami zaczynającymi się na "naj" dzieła mógłbyś spożytkować w sposób znacznie bardziej produktywny np. słuchając opisywanego albumu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że osoby preferujące elo- ziomkowe klimaty nie znajdą w tej recenzji nic, co skłoniłoby je do przesłuchania choćby początku "Konca żartów". Ponieważ jednak zależy mi na poszerzaniu horyzontów myślowych naszej młodzieży, zwrócę się bezpośrednio do tej części słuchaczy posuwając się do użycia języka, jakiego staram się unikać pisząc recenzje: ziomek, kurwa, sprawdź to! Bo to nie jest żaden inteligentny hip-hop, to jest zajebiście inteligentny hip-hop.

Gdyby co dziesiąta polska rap płyta była tekstowo w połowie (nie wymagajmy zbyt wiele) tak dobra jak "Koniec żartów", oznaczałoby to, że nasi mc osiągnęli wreszcie światowy poziom. A tak na marginesie, jak dotąd nie słyszałem w tym kraju lepszego rapu. Od dziś nie rozmawiam z nikim, kto nie podziela mojego zdania choćby w części. A zresztą, od dwóch dni i tak nie wychodzę w domu... to wszystko Twoja wina, łona.

 

Zawartość:

01. Jak nagrać 1szą płytę

02. My się znamy???

03. Włamywacz

04. Konewka (skit)

05. O jak dobrze (Full Flejwor Rimejk)

06. Helmut, rura!

07. Raperzy są niedobrzy

08. Fruźki wolą optymistów

09. Żadnych-gości

10. Bądźmy poważni (skit)

11. Nic z tego nie będzie

12. Rozmowa

13. Biznesmen

14. Rozterki młodego rapera (skit)

15. Emilia chce spać

16. Hiphop Non Stop

 

/Prezes

źródło: hip-hop.pl

Czytaj dalej...

Recenzja: Bogu Bogdan - Wdech i wydech

Dział: Recenzje płyt
wtorek, 01 październik 2013

Bogu Bogdan to młody bardzo dobrze zapowiadający się szczeciński raper przynależny do Pol Hasz label.

W roku 2009 z ekpią Prawda W Rymach zrobił LP zatytułowane "Bilet W Jedną Stronę" 

a rok później Bogu Bogdan - Hajfajf!

Można go sprawdzić też na "luźnych" track'ach takich jak :

PWR ft. Planet ANM - Pajęcze nici (prod. Aliant)

PWR - I co się dzieje z nami? (prod Gomes)

Tymi Tyms, Bogu Bogdan - Lato w mieście[discobanjo] (prod. MMX)

Bonson, Kazior, Bogu Bogdan, Smoku - Lajfstajl, szyk i wożonko (prod. Aliant)

 

W tym roku ujrzał światło dzienne pierwszy solowy album "Wdech i Wydech". Na płycie za połowę produkcji odpowiada Smoła, ale można też usłyszeć producentów takich jak: Planet ANM, Matek (Coraz Szybciej), Kosmosky, (A może jednak...)Gomes (Ostatni raz), Expe (Czas zdmuchnąć już kurz), Kes-a (Nie marnuj czasu). Pojawili się tacy Mc's jak Tymi Tyms, Gierba, Roka, Tony Jazzu, KonkretZS, Hyziu, Planet ANM, Smoku i Bonson. cut'y i scratch’e wykonane przez DJ HardCut'a. Album który przeplatany jest szczerymi tekstami na pograniczu ulicy, słowami otuchy i osobistymi refleksjami rapera związanymi z jego otoczeniem i życiem codziennym. Mimo tego, że nie ma utworu który jest tytułowy na płycie wykonawca często przeplata tytuł albumu w swoich tekstach. Od pierwszego track’u jesteśmy wprowadzani w psychozę zarówno dźwiękiem jak i flow rapera, jednak ten utwór mocno odstaje od pozostałych, wydawać może się nawet, że nie pasuje w spójności płyty, lecz trzyma poziom jak reszta. Kolejne numery są raczej andegrandowe, ale refreny konkretne i wpadające w ucho. W dwunastym numerze na płycie "Czas zdmuchnąć już kurz" Bogu delikatne "braguje" i daje do zrozumienia, że nie zamierza zatrzymać się na tej płycie "... jestem Bogu Bogdan, nie znasz mnie, ale poznasz, łap jointa, cziluj spontan, ja ziomki i rap...". Kolejnym z kawałkiem który bardziej przykuł moją uwagę to utwór pt. "Po co to komu" jest bardzo "czilowy" i nawiązuje do lokalnego patriotyzmu związanego z naszym miastem "... Po co komu wczuty z pizdy, Szczecin jest zajebiiiiisty". Ósmy track „Skończyła się Tennessee” można nazwać bardzo dobrze zrobionym cover’em numeru „Tennessee” który spłodził i wyprodukował Planet ANM. 

Podsumowując płytę muszę napisać, że jest ona godna odsłuchania i na pewno przypadnie do gustu ludziom z naszego miasta jak i zwolennikom rapu który nie koniecznie jest stricte uliczny.

/mono

Czytaj dalej...

Dwa lata po wydaniu długo oczekiwanego albumu ,,Sobotaż'', nadszedł wreszcie czas na kolejny krążek. Oczekiwany jeszcze bardziej, gdyż to co Sobota zaprezentował na pierwszej płycie można było nazwać przełomem na ubogiej w udane debiuty scenie. A jak wiemy, w miarę jedzenia apetyt rośnie jeszcze bardziej i po obfitym w muzyczne smaki ,,Sobotażu'' oczekiwania były ogromne. SOB jak sam nawija nie jest jednak raperem niedzielnym i przygotował wraz z Matheo materiał, który spokojnie usatysfakcjonuje najbardziej wybredne muzycznie apetyty.

Wydany na ustanowionym już wcześniej wysokim poziomie album ze zdjęciami panienek i ostrego melanżu wewnątrz wkładki, wraz ze swym lśniącym tytułem ,,Gorączka sobotniej nocy'' sugeruje nie lada fajerwerki. I rzeczywiście – po przesłuchaniu go do końca, okładka, kolory, tytuł i ogólny zamysł – wszystko składa się w jedną całość i nabiera znaczenia. Ten album to petarda, która zrobi wrażenie nie tylko na stricte hip-hopowych słuchaczach ale i spokojnie trafi do szerszego targetu, w co w charakterystyczny i dosadny sposób wątpi Wini już w intrze. Bez obaw – z początku sam nie wiedziałem czego spodziewać się po tytule i traciliście jednak po pierwszych kawałkach wszystko stało się jasne. I absolutnie nie będzie to nurt Jędkera Bity i klimat jaki Matheo przygotował na ten album wychodzi daleko poza nawias ,,ulicznego hip hopu''. Mocne, nowoczesne, ciężkie i nawet klubowe ( w pozytywnym znaczeniu ) bity przykuwają uwagę prawdziwych nocnych ,,tancerzy'' i ludzi co ruszają głową do nieco szybszych i bardziej nowoczesnych, nieszablonowych nut. Tego wcześniej nie było – teraz jest w idealnych proporcjach. ,, Niech ktoś mi powie '', ,,Mój dom'', ,,Wolny mikrofon'' , ,,Jesteś już mój'' czy mój absolutny, prywatny faworyt ,, Numer na życzenie'' to bangery na stałe zaszczepiające się w głowie na długie tygodnie. Sobota nie musi niczego udowadniać, walczyć z klątwą ,,drugiego albumu'' gdyż ,,Gorączka...'' broni się od początku do końca i jest czymś zupełnie innym od ,,Sobotażu'' a jednak wiem, że nigdzie indziej poza Szczecinem taki album nigdy by nie powstał. Każdy kto mieszka w tym mieście skuma od razu o co biega w takich kawałkach jak ,,Przedstawienie musi trwać'' czy chociażby tytułowym ,, Gorączka sobotniej nocy''.

Co do gości to dobrani są idealnie – furorę robią Smagalaz, do których wcześniej nie mogłem się przekonać, jednak styl w jakim chłopaki nawineli swoje zwrotki sprawia, że człowiek zastanawia się jak to jest wogóle możliwe... Pih i Chada na zajebistym poziomie w przekozackim numerze, a raczej hymnie - ,,Bez odwrotu'' . Na uwagę zasługuje tu jeden z dwóch najlepszych refrenów na płycie, chociaż zawsze były one bardzo mocną stroną Soba. A najlepszy? Wini w kawałku ze Smagalaz – nikt lepiej i bardziej autentycznie nie zobrazowałby pobudki po urwanym filmie jak on. I zamiast wychwalać kawałek ,, Niech ktoś mi kurwa powie'' po raz kolejny, sugeruję od razu odpalić go na dobrych słuchawkach albo głośnym sprzęcie. Kolejna duża postać na płycie - Tede na niesamowitym bicie ( Matheo dorzucił w nim nawet akordeon ) z początku budzi mieszane uczucia jednak prawda jest taka, że z każdym kolejnym przesłuchaniem coraz bardziej zapada w pamięć i potwierdza jak konkretnym wyjadaczem stylu jest długoletni znajomy szczecińskiej ekipy Essa. Tych, którym refren nasuwa pewne skojarzenia odsyłam od razu do pierwszej płyty WFD i kawałka ,,Aluminium'' – ciekawe nawiązanie i pozytywna niespodzianka. Zastanawiałem się też, jaką rolę będzie odgrywał Czapka w numerze ,,Era frajera''. Kim jest, niech zbyt dociekliwych za bardzo to nie interesuje ( mogliście poznać go w teledysku ,,Dzielnia''). Numer w którym kolejny raz Matheo dorzuca swój akordeon idealnie udekorowany jest refrenem w jego wykonaniu, który sarkastycznie wyśmiewa to co obecnie dzieje się z ludźmi w naszym mieście i zapewne wielu innych. Jestem pewien, że niejeden charakterny chłopak zanuci go z szyderczym uśmiechem na ustach. Kończąc temat gości – polecam wsłuchać się dokładnie w intro i kawałek Reny i Winiego lecący w tle. Nie wiem kiedy ani gdzie ukaże się oficjalnie ale już zacieram ręce żeby móc odpalić to gówno na wszystkich głośnikach w aucie – po prostu MIAZGA!

Jakieś minusy? Jeden w dodatku wyszukany na siłę, to znany już od jakiegoś czasu ,, Do góry łeb''. Mi nie podchodzi, zwłaszcza że trochę odbiega od klimatu ,,Gorączki..." jednak znam podłoże i zamysł kawałka i absolutnie nie dziwi mnie, że Sobota umieścił go na płycie. Jest to bowiem track do którego w ringu pojawia się nasza szczecińska gwiazda Michal Materla. Wszyscy którzy interesują się choć trochę MMA wiedzą o kogo tu chodzi.

Kończąc opisywanie tego świeżego albumu który nadal nie może opuścić niejednego odtwarzacza musze przyznać, że nie jestem obiektywny. Ale jak tu być w momencie gdy po dwuletnim oczekiwaniu i kupnie w dniu premiery otrzymuję album, który robi jeszcze większe wrażenie niż debiut. Teksty, bity, pewność siebie słyszana w głosie i niepodważalna autentyczność Soboty i Matheo – to cechy charakterystyczne dla tego idealnie zgranego duetu, który chcąc nie chcąc ( choć myślę że jednak chcąc ) skrada uwagę kolejnej rzeszy nowych fanów. Obecnych i wiernych od początku wynagradza za to tym, czym można było się spodziewać – klasykiem numer dwa i długimi godzinami słuchania o życiu takim jakie jest, nie zawsze lekkie i bezstresowe ale i hardkorowe, z tymi pięknymi momentami gdy nadchodzi weekend i zaczyna się kolejna gorączka sobotniej nocy. Mnie zabrało, polecam wszystkim i czekam na kolejny!

 

/Marko

Czytaj dalej...

Recenzja: PMM - Zatrzymać gniew

Dział: Recenzje płyt
wtorek, 01 październik 2013

Z głową na karku.

"Świat bez miłości jest światem martwym / Wybierzmy radość i życie zamiast pragnienia śmierci / Zduszeni chłodem i nic niewartym / wierzeniem ślepo w to, że jakoś się nam poszczęści" – słowa te, wbrew pozorom, nie są hippisowską deklaracją z lat 70. To wersy Węża, który we wspólnym utworze z Głową, Ostrym i Ras Lutą próbuje nas przekonać, że wcale "nie jest za późno na miłość". Nagranie to, nawołujące w innych fragmentach do troski o starszych i szacunek dla kobiet, dobrze charakteryzuje nową płytę PMM, "Zatrzymać gniew". 

Głowa i Wężu postanowili odpuścić sobie techniczne fajerwerki i silenie się na jakieś niezwykłe zbitki słów, najwyraźniej wychodząc z założenia, że na tym polu nie zdziałają zbyt wiele. Postawili na element, którym faktycznie mogą zaimponować słuchaczom – teksty. Doświadczenie i życiowa mądrość procentują, czego efekty widać w tak dojrzałych nagraniach jak "Ostatni dzień" (obie części), "Chłód" czy "Nie mam ci tego za złe". Przemyślane wersy udanie balansują na granicy osobistych historii i szerszych obserwacji: obok linijek o dziadku, który grał na trąbce na pogrzebie swojego najlepszego kolegi, mamy fragmenty poświęcone m.in. handlowi żywym towarem. Odpowiednia równowaga panuje też między moralizatorskim zacięciem a konkretnymi, plastycznymi opowieściami ("Kim jesteś"). 

 

Horyzont poruszanych zagadnień jest więc całkiem szeroki, ale nie można powiedzieć, by szczecińscy raperzy gubili się we własnych przemyśleniach. Nad całą płytą konsekwentnie unosi się apel zawarty w tytule albumu. Jedni nazwą go pacyfistycznym, inni chrześcijańskim, jeszcze inni po prostu zdroworozsądkowym. Zwał jak zwał, na pewno nikt jednak nie zaklasyfikuje tego krążka do zniewieściałej "filozofii miłości". Kiedy trzeba, PMM potrafią uderzyć w hardcore’owe tony: "Wyrzucasz dzieci na śmietnik, zostawiasz w beczce / Szybko zdechniesz, życzę ci całym sercem". 

Na "Zatrzymać gniew" Głowa i Wężu otrzymali bity, wśród których może brakuje takich przebojowych numerów jak "Wstawaj" z poprzedniej płyty, ale za to są one chyba równiejsze w porównaniu z "Poza horyzont". Wszyscy ci, którzy byli usatysfakcjonowani robotą wykonaną przez Ostrego i Killing Skills przy okazji tegorocznego albumu "HAOS", także i tym razem nie powinni mieć powodów do narzekań. Kolektyw ten dostarcza podkłady, które niby są blisko Nowego Jorku lat 90., tyle że jest to "złota era" zapośredniczona – przez młodszych producentów w rodzaju Marco Polo. Efekt: materiał brzmi klasycznie i nowocześnie zarazem. Szczególnie cieszy, że O.S.T.R. wraz ze holenderskimi przyjaciółmi nie opiera muzyki na jednym schemacie. Nerwowe, pulsujące bity w rodzaju "Moi ludzie są tu" sąsiadują z takimi jak "Gdziekolwiek jestem, gdziekolwiek będę", w którym bębny nie są już tykającą bombą, ale górską lawiną, lądującą na uszach słuchaczy; napędzająca całość trąbka w "Proszę bardzo" zostaje zderzona z klawiszami w "Nie mam ci tego za złe" i "Kim jesteś". I tak dalej, i tak dalej. Naprawdę, trudno jest się tu do czegoś przyczepić. Takie bity – konserwatywne, ale nie archaiczne – tworzą dobre tło dla solidnego rapu PMM. 

/Karol Stefańczyk (cgm.pl)

Czytaj dalej...